Wszem i wobec ogłaszam, że jest to moje ostatnie farbowanie henną. ;) Na tę decyzję złożyło się wiele czynników, ale przeważyło niezadowalające krycie siwych włosów i w związku z tym cena.
Plusy
+ poprawa ogólnej kondycji włosów, tzn. nieziemski blask i brak wzmożonego wypadania po farbowaniu
+ piękne kolory; każdy mi się podobał, zarówno czyste (jasny brąz, ciemny brąz) jak i mieszane (ciemny brąz z czarnym)
+ pogrubienie włosów
+ zniszczone końce po farbowaniu nie były aż tak widoczne
+ jednolite krycie włosów naturalnych i tych po chemicznym farbowaniu
Minusy
- upierdliwe nakładanie, brak poślizgu, toporna konsystencja
- przesuszenie
- kolor wypłukuje się całkowicie po dwóch tygodniach
- siwe włosy zostają pofarbowane na miedziany kolor
- po trzech myciach siwe włosy znowu są siwe
Gdybym nie miała siwych włosów to zapuszczałabym swoje naturalne i trzymała się z dala od farb. Niestety jestem na nie skazana, bo źle się czuję, kiedy białe włosy przebijają spod mojej ciemnej czupryny (jestem brunetką). Od farby oczekuję pokrycia siwych włosów i utrzymania ich w ryzach przynajmniej przez parę tygodni. Henna nie potrafi mi tego dać, więc to ją dyskwalifikuje i dlatego już nigdy po nią nie sięgnę, mimo zbawiennego działania na ogólną kondycję włosów.
Pozostaje mi szukanie idealnej farby chemicznej. :) Chociażby takiej, która czyniłaby moim włosom jak najmniej szkód.
Po lewej w cieniu, po prawej w słońcu i bardzo spuszone, bo akurat wiatr wkroczył do akcji. Miałam dzisiaj nowego fotografa i nie chciałam wystawiać na próbę jego cierpliwości, więc zdjęcia są jakie są. Kolor bardzo mi się podoba, jest ciemny jak chyba nigdy dotąd. :D




